nokia_jonasz_1600

Historia bez mała biblijna. I jak to biblijne opowieści (zwłaszcza te ze Starego Testamentu) – niesamowita. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę, że brytyjski „The Sun” to brukowiec z tendencjami do – nazwijmy to – tuningowania podawanych informacji. Nieważne: zgubiony telefon cudownie odnaleziony w brzuchu ryby to nie są żarty. Zwłaszcza, że chodzi o dorsza, a telefon wciąż działa.

Dajmy się ponieść tej opowieści i wyobraźmy sobie plażę w południowej Anglii (dla miłośników szczegółu: hrabstwo West Sussex). Jest luty, więc nikt się tu nie opala, ani nie wygrzewa na słońcu. Zresztą co tam luty – to Anglia, więc nikt się tu nigdy nie opala, ani tym bardziej nie wygrzewa na słońcu (jakim słońcu?). 45-letni Andrew Cheatle robi to, co można robić w tej części świata na plaży w zimie: wyprowadza psa na spacer. W pewnym momencie schyla się, by sięgnąć po patyk, który za chwilę rzuci swojemu psu (zła informacja dla miłośników szczegółu: nie znamy rasy, ani imienia psa). Jego Nokia 1600 niepostrzeżenie wysuwa mu się z kieszeni i spada na piasek. Andrew niczego nie zauważa. Nieświadomy wraca do domu, a w tym czasie przypływ zagarnia telefon do morza. W wodzie zaś czai się dorsz.

„Dorsz jest rybą łapczywą” – wyjaśnia w „The Sun” Glen, rybak z Worthing w hrabstwie West Sussex. „Zje wszystko. Ma wielką głowę i wielką paszczę. Zdarzało mi się już widzieć w brzuchu dorsza połknięte plastikowe kubki, kamienie, sztućce, baterie, a raz nawet sztuczną szczękę”. Teraz zobaczył telefon.

Tydzień po feralnym spacerze z psem Andrew idzie ze swoją dziewczyną (dla miłośników szczegółu: Rita Smith, lat 33) do sklepu, by kupić nowy aparat. Swoją Nokię zdążył już spisać na straty. Odkąd po powrocie z plaży zorientował się, że ją zgubił, szukał jej przez kilka dni, ale bez rezultatu. Teraz, dokładnie w momencie gdy rozglądają się za nowym telefonem, odzywa się komórka Rity. „Ktoś dzwoni z twojego starego numeru” – mówi do Andrew. Po drugiej stronie słuchawki jest Glen.

„Kiedy powiedział, że znalazł telefon w brzuchu 25-funtowego (ok. 11 kg) dorsza, nie bardzo mu uwierzyłem. Ale gdy wytłumaczył mi dokładnie, gdzie to się stało, pojechałem się z nim spotkać. I rzeczywiście – to był mój telefon. Był trochę poobijany i zalatywał rybą, ale po osuszeniu okazało się, że wciąż działa” – opowiada Andrew.

Rybak Glen: „Dorsz był duży. Kiedy zorientowałem się, że w brzuchu ma telefon, wyciągnąłem go i spróbowałem wykonać połączenie. Nie działał, przełożyłem więc kartę SIM do własnego aparatu i zacząłem dzwonić, żeby odnaleźć właściciela. Wiem, jakie to irytujące, gdy zgubi się telefon, dlatego cieszę się, że mogłem pomóc”.

W tej historii – co z kolei czujnie wychwycili autorzy „Engadget Polska” – fascynujące jest jeszcze jedno: pokazuje ona, że w Europie Zachodniej ktoś wciąż posługuje się Nokią 1600 i używa jej jako swojego podstawowego telefonu. Kto by pomyślał.

Źródło: „The Sun”

Dziel się artykułem!

  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus