klient_ma_racje

..i 100 USD. Sytuacja nie dotyczy co prawda bezpośrednio polskich użytkowników telefonów komórkowych, ale i tak jest godna odnotowania. Jako przykład. Oto bowiem PR doskonały umiejętność ponoszenia odpowiedzialności za błędy: amerykański oddział T-Mobile ogłosił w poniedziałek, że wszyscy użytkownicy smartphone’ów Sidekick, którzy w wyniku awarii serwerów zdalnie przechowujących zapisywane na owych urządzeniach dane, bezpowrotnie (chociaż prace, by tylko czasowo, trwają) utracili do nich dostęp, otrzymają – w ramach rekompensaty – 100 USD.

Nieźle, co? Ano nie do końca. Bo 100 USD i owszem, ale jako bon, w dodatku taki, który daje gwarancję, że pieniądze zostaną „w rodzinie” – do wykorzystania bowiem wyłącznie na usługi świadczone przez operatora. Lepszy rydz niż nic, chociaż wkurzyć się można. W pakiecie nie ma w końcu tego, co w tych okolicznościach przydałoby się najbardziej, a więc odzyskiwania danych.

A teraz po kolei, o co w ogóle chodzi. Sidekick to bardzo popularny w Stanach Zjednoczonych smartphone, który swoją pozycję na rynku zdobył jeszcze przed wejściem do masowego obiegu urządzeń z dotykowymi ekranami. Charakteryzuje się sprawnością działania, „schowaną” pod wyświetlaczem klawiaturą QWERTY (wysuwany, a ściśle rzecz biorąc przesuwany, jest właśnie ekran, a nie, jak to zwykle bywa, panel z klawiszami), szybkim dostępem do internetu i dużą liczbą rozmaitych gadżetów, o które można uzupełnić podstawową wersję telefonu.

W Europie nie zdobył pozycji porównywalnej do tej, którą ma w USA, co z pewnością jest w jakiś sposób związane z polityką jedynego operatora, który sprzedaje go w swojej ofercie na Starym Kontynencie (a konkretnie wyłącznie w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Austrii) – T-Mobile. Producentem urządzenia jest firma Sharp (magnetowidy z końca lat 80. XX wieku – wszystko jasne), zaś oprogramowania dostarcza Danger Inc. Nazwa firmy (wykupionej przez Microsoft) cokolwiek – w kontekście wspomnianej na początku awarii serwerów – znacząca.

To przez Danger Inc. bowiem najprawdopodobniej cała afera (dzięki której przynajmniej wiele osób w Polsce i innych krajach Europy dowiedziało się o istnieniu Sidekicków; zawsze to jakiś plus, jeśli oczywiście przyjmiemy, że taka wiedza faktycznie ma wartość dodatnią). A co się stao?

Otóż użytkownicy Sidekicka od pewnego czasu mogli korzystać z bardzo wygodnej usługi polegającej na tym, że zapisywane przez nich w telefonach dane (zdjęcia, filmy itd.), mogły być zdalnie przechowywane na zewnętrznych serwerach, dzięki czemu były zawsze dostępne, a nie obciążały pamięci (coś jak Google Docs). I wszystko było pięknie do momentu, kiedy coś się zepsuło. A dokładnie – serwery. Okazało się bowiem, że ktoś – najpewniej Danger Inc. – przyoszczędził na zapasowych nosnikach i kopiach na wypadek awarii.

No cóż – chytry dwa razy traci. Do czasu zamknięcia sprawy T-Mobile przestał sprzedawać Sidekicki.

Źródło: http://news.cnet.com/

Dziel się artykułem!

  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus