guru_slonca

Czy można zlekceważyć rynek, na którym znajduje się ponad miliard potencjalnych klientów? Jasne, że tak, i wiele firm to robi, nie starając się zbytnio o dotarcie do odbiorców w Indiach. Bo przeszkód nie brakuje. Samsunga jednak nie paraliżują. Koreański (być może względna bliskość geograficzna ma znaczenie) potentat przedstawił w tym miesiącu swój kolejny telefon adresowany do Hindusów i to wcale nie tylko tych równie bogatych jak w bollywoodzkich superprodukcjach.

Porównanie do Bollywood jest tu zresztą na miejscu również ze względu na nazwę aparatu – Guru (najnowszy model, E1107, to już jedenasty w tej serii). Pewności nie mamy, ale ze sporą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że dla przeciętnego mieszkańca Indii słowo to nie kojarzy się (źle) z przestrogami polskich pogromców sekt z połowy lat 90., ale z tytułem absolutnego, kasowego i nie tylko, hitu lokalnego kina sprzed dwóch lat. I są to z pewnością skojarzenia pozytywne, bo „Guru” w reżyserii Mani Ratnama to produkcja z największymi gwiazdami hinduskiego kina: Abhishekiem Bachchanem i Aishwaryą Rai. Marketingowo Samsung rozkłada więc rywali na łopatki. A co z telefonem?

Też nie jest źle, szczególnie, że nowy Guru wyróżnia się w co najmniej dwóch kwestiach: po pierwsze tylną część obudowy w całości wypełnia panel słoneczny, który stanowi alternatywne źródło zasilania energią dla baterii. Niezbyt efektywne co prawda, bo do pełnego naładowania akumulatora Guru musiałby się opalać przez jakieś 40 godzin, ale przyznać trzeba, że nawarunki okołozwrotnikowe rozwiązanie jest całkiem sensowne.

Druga sprawa to cena. Ponieważ Samsung chce dotrzeć do masowego odbiorcy (w odniesieniu do Indii tego rodzaju określenia mają co prawda trochę inne znaczenie niż to, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, ale nie robimy tu przecież socjologiczno-ekonomicznej analizy) nie będzie ona wygórowana. Przynajmniej jak na kieszeń polskiego turysty: 59 USD.

Bo właśnie: telefon trafi przede wszystkim na rynek indyjski, więc niby dlaczego miałyby nas interesować? Otóż to – przecież właśnie zaczynają się wakacje! Kto wie, gdzie nas rzuci przygoda? Jeśli do Indii, to już wiemy, jakie prezenty przywieźć rodzinie zamiast ogranych i sztampowych miniaturek Taj Mahal.

Źródło: http://www.samsunghub.com/

Dziel się artykułem!

  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus