ericsson_wierny_sony

Ważna informacja dla wszystkich fanów telefonów z walkmanem: pomimo plotek, które w ostatnich dniach pojawiły się w mediach, Ericsson nie zamierza zrywać współpracy ze swoim dotychczasowym partnerem. Co prawda nie wiadomo, co na to Sony, ale nawet taka – nomen omen – połowiczna deklaracja brzmi uspokajająco. Bo o tym, jak poważne i potencjalnie wiarygodne były wspomniane plotki, najlepiej świadczy fakt, że szefowie piarowcy Ericssona zwołali konferencję prasową, by ukoić nerwy inwestorów i akcjonariuszy. Udało się średnio.

Zacznijmy jednak od przyczyn całego zamieszania. Zarówno Szwedzi jak i Japończycy mają powody do niezadowolenia z tego, jak w ostatnich miesiącach idzie ich wspólny biznes, dlatego nerwowe ruchy nie powinny nikogo dziwić. Ostatni kwartał 2008 roku przyniósł Sony Ericsson spadek sprzedaży w stosunku do poprzedniego analogicznego okresu, co miało przełożenie na realną stratę finansową w wysokości aż 245 mln USD. Każdy by się zdenerwował.

Prognozy na najbliższe tygodnie i miesiące są jeszcze gorsze: strata przedsiębiorstwa w pierwszych trzech miesiącach 2009 roku może wynieść nawet 530 mln USD (najbardziej optymistyczne szacunki mówią o 465 mln USD). A do tego dochodzą coraz częstsze ostatnio nieporozumienia w kwestiach zasadniczych i strategicznych, mających bezpośrednie przełożenie na konkretne wyniki ekonomiczne. Do mediów przedostała się m.in. informacja o bardzo poważnym sporze dotyczącym designu nowych modeli telefonów SE.

No to skąd ta dobra wiadomość i deklaracje o „trwałym związku”? Ano z prostej i równie bolesnej co odnotowywane straty przyczyny: sytuacja jest na tyle kiepska, że na pozbywaniu się udziałów w ‚joint venture’ Sony Ericsson każdy z jego uczestników mógłby tylko stracić. Moment po wykazaniu półmiliardowej straty w ostatnim kwartale to po prostu nie jest najlepsza chwila, by sensownie sprzedawać duży pakiet akcji.

I niezależnie od tego, jak bardzo efektownie o przyszłości opowie rzecznik prasowy Ericssona Minako Nakatsuma Olofzon, fakty są takie, że dla SE nie wygląda ona najlepiej. Swoją drogą, czy to nie paradoks, że rzecznikiem teoretycznie szwedzkiej firmy, która znajduje się w trudnym związku z firmą teoretycznie japońską, jest właśnie Japończyk? Teoretycznie nie.

Źródło: http://www.moconews.net/

Dziel się artykułem!

  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus