blackberry_na_prezydenta

Jutro niezwykły dzień w historii Ameryki: zaprzysiężenie pierwszego czarnego Prezydenta Stanów Zjednoczonych. To będzie wielka chwila dla Baracka Obamy. Znacznie mniej powodów do radości mają za to producenci smartfonów BlackBerry. Chociaż akurat na Obamę narzekać nie powinni.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy Barack Obama był najlepszą reklamą marki BlackBerry, jaką jej właściciele, kanadyjska firma Research In Motion, mogli sobie wymarzyć. Nowo wybrany Prezydent USA w trakcie kampanii wyborczej praktycznie ani na moment nie rozstawał się ze swoim przenośnym komputerem. W dodatku nie raz zachwalał zalety tego urządzenia w wywiadach, podkreślając jak bardzo przydaje mu się zarówno w pracy, jak i w utrzymywaniu kontaktu z rodziną. Dla RIM szczególnie ważne jest to drugie, bowiem marketingowcy firmy starają się jak mogą, by przekonać „zwykłych” Amerykanów, że BlackBerry to rozwiązanie, które nadaje się nie tylko dla finansistów z Wall Street, ale również dla przeciętnego Joe Hydraulika.

Jakby tego było mało, Obama opowiadał o korzyściach z używania BlackBerry zupełnie spontanicznie (taka jest przynajmniej oficjalna wersja, ale ze względu na to, że nie podważają jej polityczni przeciwnicy Prezydenta-elekta, można przyjąć, że jest ona zgodna z prawdą), zapewniając, że smartfonu BlackBerry używa od lat i robił to jeszcze zanim stał się znany na całym świecie (tak on, jak i BlackBerry). Czyli nie dość, że reklamował, to jeszcze za darmo. A jak szacują specjaliści od reklamy, wartość jego publicznie prezentowanej pozytywnej opinii o produktach RIM to ok. 50 mln USD. Opinii tym bardziej wartościowej, że odbiorcy wiedzieli, że to nie reklama, a Obama mówi, co myśli (jako zadowolony użytkownik), a nie to, za co mu zapłacono (jak wynajęci do reklam aktorzy).

Bez dwóch zdań -  nigdy wcześniej BlackBerry nie miało tak znakomitego ambasadora.

A zatem w czym problem? Otóż jutro to wszystko się skończy. Po zaprzysiężeniu na urząd Prezydenta Stanów Zjednoczonych Barack Obama nie będzie się już wypowiadał publicznie na temat swojego ulubionego gadżetu. I to zarówno ze względu na fakt, że urzędującemu prezydentowi nie przystoi „reklamowanie” smartfonów, jak i z uwagi na procedury i wymogi bezpieczeństwa: przez najbliższe cztery lata (ewentualnie kolejne, jesli w roku 2012 wybrany zostanie ponownie) Barack Obama nie będzie – właśnie ze względów bezpieczeństwa – samodzielnie prowadził swojej korespondencji, wysyłał e-maili czy dzwonił do znajomych. Od wszystkiego będzie miał swoich ludzi, dbających o to, by najważniejszej osobie w państwie nic nie zagrażało. Po prostu – minusy bycia prezydentem USA: nie masz nawet własnej komórki.

A co teraz zrobi Research In Motion? Zawsze mogą zatrudnić świeżo bezrobotnego George’a W. Busha.

Źródło: The New York Times

Dziel się artykułem!

  • Facebook
  • Twitter
  • Google Plus